NOCNA DROGA KRZYŻOWA

Jest piątek wieczór 24 marca. Nasz kościół p.w.  MB Ostrobramskiej w Warszawie Bemowie powoli zaczyna się wypełniać. To tutaj o godz. 20.00 będziemy uczestniczyli w Mszy św. która rozpocznie Nocną Drogę Krzyżową. Przemarsz będzie trwał całą noc. Przybycie do ostatniej stacji planowane jest w godzinach rannych w sobotę 25 marca. Nocny przemarsz 30 km, to wyzwanie do przezwyciężenia własnych słabości, to coś dla ludzi, którzy chcą pogłębić relację z Bogiem.

Mszy św. w intencji pielgrzymów przewodniczy proboszcz parafii ks. płk Jan Domian, który ciepło przywitał zgromadzonych pątników, życząc im dużo sił, nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim duchowych. Życzył im wytrwałości w niełatwej wędrówce sam na sam z Chrystusem. Przecież ci w większości młodzi ludzie mogli ten wieczór i noc spędzić zupełnie inaczej. Mogli wybrać spotkanie z kolegami, zabawę, albo mogli po prostu zostać w swoich domach, ale wybrali Chrystusa i przejście Jego niełatwą drogą. Wybrali ciszę i milczenie, by w niej szukać odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące życia i przyszłości.

Po Mszy św. grupa licząca około 120 osób wyrusza wyznaczonym szlakiem. Różne są ich intencje i motywy dla których podjęli ten nocny trud.

„Idę dziękować Bogu, za to co mamy i prosić o wsparcie w intencji mojego męża, żeby Bóg dał mu wiarę, miłość i łaskę zdrowia, żeby wszystko wróciło do tego co było wcześniej”-  mówi Małgorzata, pątniczka, która wraz z synem idzie w intencji swojego męża, który od kilku miesięcy zmaga się z chorobą nowotworową.

Mam 74 lata – mówi najstarsza uczestniczka NDK – dwójkę dzieci, dziewięcioro wnuków i dwóch prawnuków, to już moja czwarta NDK, wcześniej chodziłam na pielgrzymki do Częstochowy. Idę w intencji mojej rodziny, za dzieci, wnuki i prawnuki, żeby nie odchodzili od Boga, ale tak jak teraz, razem z nim układali swoje życie. Idę wyprosić im Boże błogosławieństwo i opiekę”. Każdy z uczestników niósł ze sobą intencje wierząc, że ta droga, to spotkanie z Chrystusem w samotności pomoże im i umocni ich wiarę.

Na trasie można było zaobserwować wielkie skupienie. Pątnicy zatrzymywali się w wyznaczonych miejscach i rozważali w samotności albo w małych grupkach poszczególne stacje drogi krzyżowej. Choć pod koniec brakowało sił i odczuwało się zmęczenie to jednak, intencje, w których szli pątnicy mobilizowały ich, by się nie poddawać, ale iść do końca, iść pod sam krzyż, na którym umarł dla nas nasz Zbawiciel.

Po niespełna 6 godz. wędrówki pierwsi pątnicy zaczęli przychodzić do ostatniej stacji drogi krzyżowej, pamiętając o tym, że to nie koniec, że z Chrystusem kroczy się przez całe życie, bez przerwy.

Żadna pieśń nie wypowie

Co czuje moje serce

Liche drewno ratuje moje życie

Błogosławiony krzyż moja arka

xKW